Google+

Degustacja Tokaja w Tokaju


Kupić wino w Tokaju - żaden problem. Kupić dobre wino - to już większe wyzwanie.

Już od samej ilości prywatnych piwnic i piwniczek z tokajskim winem można dostać zawrotu głowy. Miejsca, w których można kupić wino poznać można po charakterystycznych drewnianych beczkach stojących przy drodze. Niektórzy sprzedawcy wywieszają nawet polskie flagi, aby przyciągnąć klienta. Jeśli nie mamy sprawdzonej winnicy, to prawdziwą loterią jest trafienie na tą "właściwą". Niestety, spora część win przelewanych jest do plastikowych butelek i tak sprzedawana jest turystom. Zapłacicie za nie ok. 600 forintów za litr. Jeśli takie wino będzie wam smakować (koniecznie przed zakupem spróbujcie), to zaraz po powrocie do domu należy przelać je do pojemników szklanych. Jednak nie o takich winach chcę tu pisać. Podzielę się z wami moim najnowszym odkryciem, jakim jest profesjonalna manufaktura win: Klastrom Pince.




Trafiliśmy tu nie przypadkowo. Pokazali nam to miejsce nasi węgierscy przyjaciele, którzy dobrze znają się z właścicielem winnicy. Szefem interesu jest Bereczki Demeter, którego wina cieszą się dużym uznaniem nie tylko na Węgrzech. Jest to biznes rodzinny prowadzony od pokoleń, a wino robione jest wyłącznie z naturalnych produktów i o oryginalnej recepturze. O tym mogliśmy się przekonać sami podczas degustacji w chłodnej piwnicy. 







Spróbowaliśmy czterech rodzajów win od wytrawnego száraz Szamorodni po Aszú 5 puttonyos. Powiem szczerze, że byłem zachwycony niepowtarzalnym aromatem i smakiem, że aż bałem zapytać się o cenę. Okazało się, że butelka kosztuje średnio 800 forintów, czyli ok. 12 zł. a najdroższe Aszú 5 puttonyos 3000 forintów. Odetchnąłem z ulgą i zrobiliśmy duuuuże zakupy. Z pewnością będę tu wracał i z czystym sumieniem polecam.



Dojazd

Klastrom Pince nie znajduje się przy drodze głównej nr 38, którą zazwyczaj przejeżdża się przez Tokaj. Od głównego ronda, które znajduje się przy moście należy zboczyć zaledwie 1,5 km. Jadąc z Polski na rondzie jedziemy prosto, natomiast od strony Nyiregyhazy przejeżdżamy przez most i na rondzie skręcamy w lewo. 600 m za rondem przed wiaduktem skręcamy w prawo. Po kilkuset metrach zobaczymy po prawej stronie niewielkie domki. Są to piwnice, których zdecydowanie większa część znajduje się pod ziemią. Potem już tylko wypatrujemy tej z poniższej fotografii. Dokładna lokalizacja na mapie.


lokalizacja


Pokaż Klastrom Pince na większej mapie
Share on Google Plus

Autor: Wypad na WEEKEND

Wszelkie prawa zastrzeżone. All right reserved.
    Blogger Comment
    Facebook Comment

13 komentarze:

  1. Tokaj i Południowe Morawy - dwa świetne regiony, będące dla nas taką środkowoeuropejską wersją Toskanii. No i bliższą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Con escaso tiempo para comentar te visito desde mi lugar de vacaciones.

    Por el momento he podido disfrutar con tu estupenda entrada.

    Besos

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy znasz w Tokayu miejsca gdzie można degustować nocą? Nie chodzi mi o miejsca z noclegiem. Tylko takie, aby posiedzieć kilka nocnych godzin czekając na pociąg...:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety, nie. W nocy nigdy tam nie byłem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak się zorientowałam są różne rodzaje Toakaju, ale taki "zdegostowany" lepiej smakuje. Dziwne odkreślenie mi wyszło. :)
    Na półkach polskich sklepów też jest Tokaj, ale w kraju jakoś nie zdecydowałam się na zakupy a te butelki przywiezione, jakieś lepsze!

    OdpowiedzUsuń
  6. Mażeno, oprócz różnych rodzajów (jest ich tylko kilka), każdy producent ma swój oryginalny przepis. Można więc długo szukać swojego smaku - nawiasem mówiąc całkiem przyjemna rzecz ;) A po sklepowego Tokaja teraz już nie sięgam. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z jednym trzeba się zgodzić. Rzeczywiście jakość Tokaja w naszych sklepach mocno spadła, czasem nie da się tego pić.

    Świetny post i wiele ciekawych informacji. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mogliby mnie tam zamknąć w tej piwnicy, na dwa lata bez procesu :)) Nie znam się za bardzo na winach, ale szybko się uczę, myślę, że temat bym opanował :)
    Świetny reportaż!
    Witku, pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  9. W Tokaju nigdy nie byłam, za to tokaj przywiozłam sobie z Węgier. Mam jeszcze jedną butelkę taką jak ta pierwsza na zdjęciu.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kurcze - degustowałbym cały dzień ten tokaj;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Aż ślinka cieknie, koniecznie muszę się wybrać kiedyś do Tokaju :)

    OdpowiedzUsuń
  12. A czy jakieś noclegi możesz polecić? W regionie Tokaj?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Praktycznie co roku jeżdżę do Sóstófürdő, więc tam nocuję. Do Tokaju zaglądam po drodze, albo na krótki wypad z Sóstó.

      Usuń

Komentarz będzie dodany po zatwierdzeniu. Proszę nie zamieszczać w komentarzach żadnych linków. Takie komentarze nie będą publikowane.