Google+

Milet. Z wizytą u Talesa


Czy ktoś jeszcze pamięta twierdzenie Talesa? Ale myślę, że większość z was zapamiętała tego słynnego filozofa i matematyka jako Talesa z Miletu. Zapraszam na krótką wycieczkę po antycznym Milecie.

Milet w czasach antycznych, podobnie jak Efez był miastem portowym. Bezpośredni dostęp do morza był wtedy gwarancją najszybszego rozkwitu tych miast, ale wraz ze zmianą linii brzegowej przyczynił się do ich upadku. Dziś od Miletu linia brzegowa znajduje się w odległości ok. 10 km. Czasy świetności miasta przypadły na okres ok. 600 lat p.n.e. jednak do naszych czasów zachowały się obiekty zbudowane lub przebudowane w okresie rzymskim.

Zwiedzanie

Największą i najlepiej zachowaną budowlą widoczną już z daleka jest wielki teatr. Był on wielokrotnie rozbudowywany i ostatecznie mógł pomieścić 15 tysięczną widownię. Nie może się co prawda równać wielkością z teatrem w Efezie (25 tys. widzów), ale w swoim otoczeniu robi równie imponujące wrażenie. 





Zwiedzanie rozpoczynamy od teatru, ponieważ znajduje się on najbliżej parkingu. Gdy tu podjechaliśmy, to od razu zjawił się miły pan z biletami (5 TRY/os. ~ 7 PLN). Największym zaskoczeniem było to, że byliśmy tam zupełnie sami. Nie natrafiliśmy na ani jednego turystę. Jest to niewątpliwie jedna z zalet indywidualnego zwiedzania. Choć kamienie były rozgrzane, to warto na chwilę usiąść wysoko na widowni i podziwiać z góry okolicę. Wystarczy nieco wyobraźni, aby przenieść się w czasy antyczne. Wtedy z teatru, który stał bezpośrednio nad brzegiem morza musiał roztaczać się wspaniały widok!
Po drugiej stronie znajduje się miasto, do którego za chwilę zejdziemy. Nie za wiele z niego pozostało, ale za to wyróżnia się niebanalnym otoczeniem. Pewna jego część znajduje się wśród mokradeł, które dodają starożytnym murom i kolumnom niezwykłego uroku. 




Nie znajdziemy tu brukowanych ulic, czy chodników. Do ciekawszych obiektów prowadzą wydeptane ścieżki. Niestety, dla ciekawszych kadrów (fot. powyżej) z tych ścieżek trzeba zbaczać i przedzierać się czasami przez chaszcze i kłujące osty, których rośnie tu mnóstwo. 


Takimi ścieżkami zwiedza się Milet

Krótki odpoczynek w cieniu

Pomimo tej niewielkiej uciążliwości, poszczególne obiekty są dobrze oznakowane. Przed każdą budowlą znajdują się tablice z opisem, dzięki którym możemy łatwo zorientować się, co przed sobą mamy. Do ważniejszych i ciekawych obiektów możemy jeszcze zaliczyć łaźnie Faustyny, świątynię Serapisa, czy monumentalną fontannę.  

Fragment sklepienia świątyni Serapisa

Nymphaion, monumentalna fontanna

Łaźnie Faustyny

No cóż. Domu Talesa nie znaleźliśmy ;) Nie mniej jednak mamy już wyobrażenie w jakim miejscu żył, oraz szukał odpowiedzi na nurtujące go pytania. Milet jest dziś trochę zaniedbany, ale z pewnością wart jest zwiedzenia. Wycieczki zorganizowane zaglądają tu rzadko, co jest niewątpliwie zaletą tego miejsca. 

Dojazd

Milet był częścią naszej całodziennej wycieczki wynajętym samochodem po niezwykłych miejscach antycznej Turcji: Priene, Milet, Didyma. Jest też częścią wycieczek fakultatywnych z biurami podróży na wybrzeżu egejskim pod nazwą PMD w cenie ok. 40 euro/os.  
Do Miletu jedziemy po zwiedzeniu wyroczni Apollina w Didymie, którą opisywałem wcześniej. Bazą wypadową było Kuşadası. Drogą z Didymy do Miletu jedziemy na północ wzdłuż wybrzeża, po kilku kilometrach w miejscowości Akköy należy odbić w lewo. Po paru chwilach będą już widoczne tablice do Miletu. Droga jest bardzo przyjemna o małym natężeniu ruchu. Z Didymy do Miletu jest 22 km.

więcej zdjęć w galerii:
Lokalizacja
Share on Google Plus

Autor: Wypad na WEEKEND

Wszelkie prawa zastrzeżone. All right reserved.
    Blogger Comment
    Facebook Comment

4 komentarze:

  1. Cudowne miejsca w Turcji. Moja pierwsza w niej wizyta byla archeologicznym olsnieniem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Miejsca, które opierają się upływowi czasu..

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniałe miejsce z bogatą historią :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłam, widziałam :) Słyszałam też, że nie za wielu turystów zagląda do Miletu, a szkoda...
    Co do ostów - zgadzam sie w zupełności - jeden z takich nieboraków pokłuł mi dość mocno stopę, ale i tak zwiedzałam z uśmiechem na twarzy :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Komentarz będzie dodany po zatwierdzeniu. Proszę nie zamieszczać w komentarzach żadnych linków. Takie komentarze nie będą publikowane.